Izolacja w kulturze (1): O pragmatycznym korzystaniu z kryzysów przez państwo

Czasy mamy takie, że trudno wykrzesać z siebie bardziej optymistyczne myśli, ale skoro już znaleźliśmy się – jako społeczeństwo – w kryzysie, nierozważnie byłoby go zupełnie zmarnować. A że jesteśmy księgarzami, więc recepty mamy księgarskie, postanowiliśmy zaproponować Państwu subiektywny przegląd literatury i muzyki, które mogą nam ułatwić nawigację po (miejmy nadzieję – chwilowo) groźnym, mało zrozumiałym świecie, w jakim niedawno się obudziliśmy

Izolacja w kulturze, czyli dlaczego akurat Hunowie?


W ciągu najbliższych tygodni na naszej stronie oraz towarzyszących jej kanałach w mediach społecznościowych będą pojawiały się krótkie omówienia czy też recenzje pozycji, które znajdują się w naszej ofercie. Nazwaliśmy ten cykl Izolacja w kulturze, co spróbujemy potraktować najszerzej, jak to tylko możliwe. Pierwszą propozycją, którą postanowiliśmy w jego ramach Państwu przybliżyć, są Hunowie E.A. Thompsona. Wybór monografii poświęconej inwazji stepowych koczowników ze stepów Azji przez tereny dzisiejszej Ukrainy i Węgier na rzymskie państwo-świat na przełomie IV i V może wydawać się egzotyczny, ale wbrew pozorom jest to książka dotycząca problemów brzmiących niepokojąco znajomo – dezintegracji ustabilizowanych norm politycznych, masowych, dyktowanych koniecznością egzystencjalną ruchów ludności, świata funkcjonującego w warunkach permanentnego kryzysu, ale też dewaluacji słowa i rozdrobnienia prawdy w cytacie, fragmencie i zapożyczeniu. O czym za chwilę.

Jak mało która pozycja włączona do słynnej serii CERAM (Rodowody Cywilizacji), Hunowie stanowią przy tym lekturę nie tylko – czego należało się spodziewać – bogatą faktograficznie, ale przede wszystkim nieoczekiwanie przyjemną. Dynamika między poznawczą, a, z braku lepszego słowa, “rozrywkową” stroną tej (nadzwyczaj przecież poważnej w zamiarach) monografii jest przy tym, dzięki lekkiemu, ironicznemu stylowi autora, całkowicie płynna.

Historia narracyjna milczącego ludu


Thompson od samego początku uczula czytelnika, że nasza wiedza o świecie, w którym owiana złą sławą konfederacja nomadów mogła dojść do tak olbrzymiego globalnego znaczenia, uzależniona jest od dwóch rodzajów źródeł, co do których należy zachować daleko idącą powściągliwość interpretacyjną. Pierwszą, pewniejszą poznawczo ich grupę stanowię odkrycia archeologiczne, które ze względu na koczowniczy charakter społeczności i względnie prymitywny, nietrwały charakter przedmiotów, którymi się posługiwała, są znacznie bardziej efemeryczne i trudno dostępne niż w przypadku grup osiadłych. Autor Hunów starał się odwoływać do najbardziej aktualnego stanu wiedzy archeologicznej, której zakres od premiery pierwszego wydania książki uległ znacznemu rozszerzeniu. Ambitny plan przygotowania gruntownie poprawionego i zaktualizowanego w odniesieniu do przyrastającego korpusu literatury wydania rozszerzonego przerwała jednak śmierć autora. Z nowych odkryć oraz stosunku Thompsona do niektórych wniosków innych wybitnych specjalistów ze swojego pola zdaje na szczęście sprawę w znakomitym posłowiu redaktor tomu, Peter Heather

Drugą, kluczową dla prób stworzenia czegoś w rodzaju historii narracyjnej Hunów kategorią źródeł są współczesne im, oraz nieco późniejsze, pisemne relacje historyczne i dziejopisarskie powstałe w świecie greko-rzymskim. Antropologiczna perspektywa, z której Thompson przystępuje do nakreślenia (z konieczności wybrakowanego, przygodnego, fragmentarycznego) obrazu zderzenia kulturowego społeczności stepowej z całkowicie nieprzygotowanym do tego, próchniejącym światem późnego cesarstwa, siłą rzeczy skazuje autora na sięgnięcie właśnie do świadectw pisemnych. Te zaś oczywiście, jako pochodzące tylko od jednej ze stron zderzenia kultur (do tego uznającej się za jego ofiarę), ukazują perspektywę skrajnie nieobiektywną. Mało tego – większość z nich, zwłaszcza gdy zestawić je z wyrafinowaną historiografią rzymską z pierwszych dwóch stuleci istnienia imperium (zwłaszcza z zachowanymi partiami dzieł Tacyta czy Kasjusza Diona) stanowi wątłą podstawę faktograficzną dla współczesnego historyka.

Postprawda, półprawda i prawda społeczna


To właśnie w krytyce źródeł najwyraźniej ujawnia się uderzająca lekkość (przechodząca w uszczypliwość) stylu Thompsona. Próbując wydobyć skrawki wiarygodnych informacji spod licznych nawarstwień “szumu” złożonego z literackich konwencji, nagminnej maniery zapożyczania całych fraz lub klisz myślowych od pisarzy wcześniejszych (wyrobiona literacko elita, do której kierowali swoje dzieła zwłaszcza pisarze bizantyjscy, potrafiła docenić zgrabną anegdotkę podkradzioną Herodotowi czy Tukidydesowi), autor obnaża stronniczość, wąskie horyzonty lub zwyczajne bajkopisarstwo przenikające kiepską w większości literaturę historyczną późnego cesarstwa. O pochodzeniu i czynach Gotów Jordanesa nazywa wprost “sagą”, a więc dziełem literackim realizowanym nie tyle w celach kronikarskich, co “ku pokrzepieniu serc”. Historyk opłakuje przy tym bezpowrotną utratę dzieł potencjalnie bardziej wartościowych, np. pełnej relacji z poselstwa Pryskusa, który zdaniem Thompsona górował nad większością autorów późniejszych nie tylko rzetelniejszym podejściem do faktów, ale przede wszystkim możliwością obserwowania obyczajów Hunów oraz ich legendarnego wodza Attyli, na własne oczy.

Polemiczna swada autora nie wyczerpuje się jednak w “krzyczeniu” na własne źródła i jubilerskiej obróbce podawanych przez nich informacji (choć trzeba przyznać, że na tym polu zbliża się do niezrównanego mistrza tej formy, Edwarda Gibbona, którego bombastyczne pretensje do postępującej degeneracji rzymskiego pisarstwa składają się na najzabawniejszą sekcję przypisów jaką zna literatura historyczna). Analiza Thompsona jest najbardziej wartościowa w miejscach, w których dekonstruuje społeczno-ekonomiczną podstawę wielu typowych opinii na temat Hunów i ich relacji ze światem rzymskim, jakie pojawiają się w źródłach. To jednak nie wszystko. Historyk nie poprzestaje na wskazaniu związku między usytuowaniem klasowym autorów greko-rzymskich a ich poglądami politycznymi, ale proponuje też niemal wywrotową interpretację roli Hunów jako zwornika systemów politycznych obu państw rzymskich. W przypadku cesarstwa zachodniego, sugeruje Thompson, podnajmowane przez oligarchów ziemskich w Galii armie plemienne Hunów miały służyć podtrzymaniu stosunków własności i układu sił społecznych, na przykład poprzez obronę ich dóbr przed zrewoltowanym chłopstwem. Na wschodzie z kolei stosowana przez Teodozjusz II polityka ustępstw wobec Hunów i zakładanie enklaw, w których mogli swobodnie handlować, pośrednio posłużyły wzmocnieniu warstwy kupieckiej (zamożniejszej dzięki rentownej wymianie z koczownikami), u której władca szukał wsparcia przeciw wpływom ziemiaństwa. W obu przypadkach postawy wobec Hunów stanowiły odbicie świadomej polityki panów rzymskiego świata, którzy swoją władzę na poparciu tych warstw, które najbardziej korzystały na kontaktach z nowymi barbarzyńcami.

Jest więc w tej niewielkiej książeczce znacznie więcej, niż sugerowałby wąski, specjalistyczny temat – kawał dobrej, antropologicznie zorientowanej historii, najwyższej próby krytyka źródeł okraszona inteligentnym humorem oraz nadspodziewanie nowoczesna analiza dynamiki stosunków władzy. Da się trafić gorzej.

E.A. Thompson, Hunowie, PIW

Robert

Autor recenzji rekomenduje:

Edward Gibbon – Upadek Cesarstwa Rzymskiego
Patricia Southern – Historia Armii Rzymskiej
Adrian Goldsworthy – Pax Romana

This entry was posted in Blog. Bookmark the permalink.